W żłobie leży, któż pobieży kolędować małemu Jezusowi Chrystusowi

Na marginesie 6 (4) / 2013

30 września 2017

Pobieży św. Franciszek z Asyżu, którego przykład przygotowania oprawy Świąt Narodzenia Pańskiego będzie wzorem dla następnych pokoleń!

Niewielka miejscowość Greccio, niewielka niegdyś jak i dziś, położona około stu kilometrów na północ od Rzymu, w obrębie Doliny Reatyńskiej. Miejsce to było bliskie Franciszkowi, ponieważ uważał je za bogate ubóstwem; miłował tę wieś również dlatego, że jak sam często powtarzał: w żadnym wielkim mieście nie wiedziałem tylu nawróceń, jak w tym małym Greccio.
Tu w roku 1223 miało miejsce wyjątkowe świętowanie Bożego Narodzenia. Kroniki z pierwszych lat zakonu tak opisują to wydarzenie: "Należy zachować w chwalebnej pamięci to, co trzeciego roku przed dniem swej chwalebnej śmierci uczynił Franciszek – w Dzień Narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Żył w owej ziemi mąż zwany imieniem Jan, którego błogosławiony Franciszek kazał do siebie przywołać i powiedział mu: 'Jeśli pragniesz, byśmy w Greccio obchodzili nadchodzące święto Pana, pośpiesz się przygotować to, co ci powiem: pragnę bowiem uczcić pamięć owego Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Dziecięce niewygody i wyrzeczenia, jakie Pan znosił, gdy został złożony w żłobie i gdy leżał położony na sianie w obecności wołu i osła, pragnę ukazać, na ile to będzie możliwe, dla cielesnych oczu'. Słysząc to, mąż dobry, co prędzej pobiegł i wszystko na wskazanym miejscu przygotował.
Nadszedł dzień radości, dzień wesela. Z wielu miejsc zostali wezwani bracia. Mężowie i niewiasty owej ziemi z radością serca przygotowali, wedle możności, świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, która błyszczącą gwiazdą oświetliła wszystkie dni i lata. Przybył wreszcie Święty Boży, a znalazłszy wszystko przygotowane, ucieszył się. Przygotowano żłób, kładąc w nim siano, a do groty wprowadzając wołu i osła. Prostota otoczona jest czcią, wywyższone zostaje ubóstwo, zalecona wszystkim pokora, a Greccio staje się jakby nowym Betlejem. Noc, oświetlona jak dzień, staje się radosna dla ludzi i zwierząt. Przybywają ludzie i przeżywają nową radość przy nowym misterium. Las wypełnia się głosami, a radującym się odpowiadają skały. Śpiewają bracia, oddając należną chwałę Panu, cała noc pełna jest radości. Święty Boży stoi przed żłobem, pełen wzruszenia, przeniknięty uniesieniem i prawdziwą radością. Na żłobie odprawia się Msza święta, w czasie której kapłan doznaje niezwykłej radości. Franciszek, ubrany w dalmatykę, gdyż był diakonem, dźwięcznym głosem śpiewa Ewangelię. Jego głos jest żarliwy, słodki, jasny, zachęcający wszystkich do niebieskich pragnień. Głosi następnie stojącemu wokół ludowi kazanie - o narodzeniu ubogiego Króla i o małym mieście Betlejem wyraża się ze słodyczą. Często również, gdy chce nazwać Chrystusa imieniem 'Jezus', nazywa go po prostu 'Dziecięciem z Betlejem', z nadmiaru miłości, a wymawiając słowo 'Betlejem' naśladuje jakoby beczenie baranka, napełniając usta swe nie tyle głosem, ile raczej słodkim wzruszeniem. Ilekroć wymawia 'Dziecię z Betlejem' albo 'Jezus', tylekroć dotyka językiem warg, jak gdyby rozkoszował się słodyczą tych słów.
Mnożą się tam dary Wszechmogącego, a pewien mąż cnotliwy otrzymuje widzenie. Widzi bowiem w żłobie leżące Dzieciątko bez tchu, do którego przystępuje mąż Boży i budzi je jakoby z głębokiego snu. Nie ma żadnej przesady w tym widzeniu, bo Dziecię Jezus w wielu sercach było zapomniane, lecz przez sługę swego Franciszka, dzięki pomocy łaski, zmartwychwstało i powierzone zostało troskliwej pamięci.
Po skończeniu uroczystego czuwania wszyscy, pełni radości, wrócili do swoich domów".

To wydarzenie było początkiem tego, co w polskiej tradycji nazywamy jasełkami (jasła to staropolskie określenie zagrody pod żłobem). Pierwsze takie przedstawienia, na terenach polskich zaistniały już w końcu XIII wieku, były wynikiem wprowadzania do praktyki duszpasterskiej kultu św. Franciszka.

Jak ważnym dla ludowej pobożności był ten zwyczaj możemy dowiedzieć się czytając „Opis obyczajów za panowania Augusta III”, autorstwa Jędrzeja Kitowicza: „Pomienione jasełka były to ruchomości małe, ustawione w jakim kącie kościoła, a czasem zajmujące cały ołtarz, tylko jednę mensę ołtarzową nie zaprzątnioną sobą zostawując dla odprawowania mszy świętej wolną. Była to w pośrodku szopka mała, na czterech słupkach, daszek słomiany mająca; pod tą szopką zrobiony był żłobek, a w tym osóbka Pana Jezusa z wosku albo z papieru klejonego, lub płótna konopiami wypchanego uformowana, w pieluszki z jakich płatków bławatnych i płóciennych uwiniona; przy żłobku z jednej strony wół i osieł klęczące i puchaniem swoim Dziecinę Jezusa ogrzewające, z drugiej strony Maria i Józef stojący przy kolebce w postaci nachylonej, afekt natężonego kochania i podziwienia wyrażający. W górze szopki aniołkowie unoszący się na skrzydłach, jakoby śpiewający: "Gloria in excelsis Deo". Toż dopiero w niejakiej odległości jednego od drugiego pasterze padający na kolana przed narodzoną Dzieciną, ofiarujący mu dary swoje: ten masła garnuszek, ów syrek, inny baranka, inny koźlę; dalej za szopą po obu stronach pastuszkowie i wieśniacy; jedni pasący trzody, inni śpiący, inni do szopy śpieszący, dźwigający na ramionach barany, kozły; między którymi osóbki rozmaity stan ludzi i ich zabawy wyrażające: panów w karetach jadących, mieszczan pieszo idących, chłopów na targ wiozących drwa, zboże, siano, prowadzących woły, orzących pługami, przedających chleby, szynkarki różne trunki szynkujące, niewiasty robiące masło, dojące krowy, Żydów różne towary do sprzedania na ręku trzymających i tym podobne akcje ludzkie.
Na takie jasełka sadzili się jedni nad drugich, najbardziej zakonnicy. A gdy te jasełka, rokrocznie w jednakowej postaci wystawiane, jako martwe posągi nie wzniecały w ludziach stygnącej ciekawości, przeto reformaci dla większego powabu ludu do swoich kościołów jasełkom przydali ruchawości, którymi braciszkowie zakonni rozmaite figle nimi wyrabiali".

Warto wspomnieć tu postać o. Antoniego Węgrzynowicza, który był lektorem generalnym (dziś powiedzielibyśmy – wykładowcą akademickim, profesorem) wybitnym kaznodzieją i autorem licznych publikacji teologicznych, a ponadto miał talent rzeźbiarski; przebywał w klasztorze pińczowskim w początkowych latach XVIII wieku. Jego dziełem była słynna na całą okolicę bogato zdobiona szopka, o której tak pisano w kronice: "W roku 1756 prawie cały wystrój żłóbka i szopki wykonano ponownie. Figura Matki Najświętszej i Józefa z jednej strony oraz trzech mędrców w strojach orientalnych, 14 pasterzy, 4 inne; zostały wykonane przez świętej pamięci ojca Antoniego Węgrzynowicza. Rzeźby zostały na nowo pomalowane. Wykonano także figurki 24 żołnierzy, uroczysty powóz ciągnięty przez 6 koni elegancko ozdobionych, wyrzeźbiono także 4 pachołków i na cały wystrój tej szopki zostały wykonane szafy".

Pójdźmy też i my przywitać Jezusa,
Króla nad królmi, uwielbić Chrystusa.
Bądź pozdrowiony Boże nieskończony,
wsławimy Ciebie, Boże niezmierzony.

 

 


Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
61 0.13702797889709